Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2022

Wpuść mnie

Wpuść mnie do domu Gdzie czeka szczęście Zaprowadź w dawnych wspomnień uciechę  Odsłoń zasłony Daj światłu płynąć  Po starych ścianach  Co to trzymają by nie runęło  Zetrzyj puch biały Co na meblach zaległy Odsłoń ich kolor kształt ich prawdziwy Zerwij z obrazów materiał ciężki Już ich przed światem skrywać nie musisz Pokaż ich piękno czasem nie tknięte  Marzenie senne zatrzymywane  Kroki niech zabrzmią na korytarzu  W pokoju dziennym niech gra muzyka  Niechaj ożyją przedmioty wszelkie A w rytm ich życia mi przypominaj  Co tylko ściany już pamiętają 

Droga

Droga znajoma Już tutaj byłam  Przeszłam te kładki Przedarłam chaszcze  Ta moja ścieżka Coś w niej innego Niepokój rośnie w miarę chodzenia  Już tutaj byłaś śpiewa wiatr w drzewach Co słowa jakby starały się zmienić Byłaś, pamiętasz Sama deptałaś  Ktoś zmian dokonał  Nowe odnogi  Które są moje? Pewne? Sprawdzone?  Które pod drzwi prowadzą lipowe

Ostatni raz

I zobaczymy się po raz ostatni Nie znając losu  Bez pewności końca W oczach zobaczysz tę samą nadzieję Chorą naiwność wiodącą marzenia Pragnienie życia z Tobą pełnego I zobaczymy się po raz ostatni Bez świadomości ostatnich słów Bez pożegnania zbyt wylewnego  Zapach Twój w płucach znów zawiruje Omami zmysły zwykle tak czujne Zabierze rozum co mu się podda I zobaczymy się po raz ostatni Nie znając jeszcze dalszych dróg  Nie widząc świata co za zakrętem Głos Twój wybrzmi ostatnią nutę  Niby mi znaną, niby codzienną  Coraz smutniejszą  Bardziej niepewną  I zobaczymy się po raz ostatni Czas będzie dalej płynął po życiach  Świat pójdzie dalej w nowe początki Minie lat wiele  Ja nie zapomnę  I nie uwierzę w ostatni taniec  Czekając jutra z chorą nadzieją W miejscu pożegnania  zakwitną ogrody  Pełne jaśminu, różowych kamelii  Róż bez liści gdzieś pod cisem Gdy znikną mi obrazy Zanikną dźwięki Wspomnienie uczuć w sercu zostan...

Dowód kłamstwa

Dla dowodu Nie dla siebie Przez zazdrości ciężki kamień Co na sercu stale siedzi I choćbym chciała już nie spadnie Dowód życia które kłamstwem Zdjęcie masek tak odległe Prawda fałsze pcha kolejne Strach przed sobą Strach przed ludźmi W niepokoju drżące dłonie Głos złamany opowiada Sama wierzę w tą ułudę Dzień po dniu jest bardziej moja Tak niechciana, wymuszona Nie dla siebie a dla świata Prawda co prawdę w drzwiach teatru mija Ta co na scenę wchodząc Ciebie przypomina Kradnąc Twoje myśli i Twe przekonania Recytując całkiem sama Myśli cudze Mi nie znane Dla dowodu

Obca sobie

Wzrok opętany biegnie po twarzach Myśli szaleńcze spowiły umysł Niepokój serce miota o kości Zza mgły spojrzenie zbyt niewyraźne Kształty mi obce są tak znajome w obłędzie kroki stawiane chwiejne  Po drogach które uczucia niosły Strach miesza w duszy Zabiera spojrzenie Mętnieje umysł  Zamiera serce  Na własne życzenie We własny rytm pieśni Od zawsze śpiewanej nie zapisanej Bez rozwiązania melodia zdarzeń Trwa w zawieszeniu pozostawiona A myśl szaleńcza wygnała prawde A wzrok opętany znalazł co szukał

Od Młodości

Wybacz mi Kiedyś Ciebie zrozumiem Wybacz mi  Przyznam Ci kiedyś rację  Gdy zmięknie mi skóra  Gdy kolor mi zblednie  i ja Ci wybaczę  Każde przeżycie życia nie dane Lecz daj się uczyć  Daj mi dojrzewać  Daj mi poznawać życie od zera Na własną rękę  Na mych zasadach Jeszcze nie latam Już się nie czołgam Droga niepewna  ciągle pod górę  choć sił brakuje  Nagrodą skrzydła  Mój lot nad chmury Z potknięć bolesnych głębokie rany coraz to nowe, w kolejnych miejscach  Z potknięć największych krople czerwone krople mądrości do rzeki życia Pieśń wybaczenia z feniksa piersi  Serca wybawieniem samotna łza Myśl wybaczenia jak nigdy żywa Dar zapomnienia o cierniach róż

Czekając prawdy

Wszystko jest lepsze od głuchej ciszy  Od niepewności lepsza jest prawda Choćby raniła, choćby bolała I tak nóż mniejszy by w serce wkładała W oczekiwaniu czas inaczej płynie  To jak wiatr szybko w chwili zapomnienia To wolno jak woda w dole strumienia  A z każdą minutą gasnąca nadzieja A z każdą sekundą myśl bardziej odległa  Prawdę znów piszę sama dla siebie  Prawdę niepewną, prawdę zmyśloną Prawdę co w każdym słowie Twym szczerym fałszu nutę jest znaleźć gotowa Pozwól uwierzyć  Daj znak szczerości  Daj dowód z serca wypływający Pozwól zobaczyć mi swoje myśli Albo na zawsze już w ciszy idźmy 

Oderwana

Szukając słów wielkich na moje uczucia małych emocji jestem królową Tęskniąc do czegoś czego nie było  co tak mi obce Żyjąc na świecie beze mnie w świecie  Idąc, lecz jakby lecąc przez życie Mówiąc, a jakby myśląc wciąż tylko W amoku umysł, w obłędzie serce Dymem owiane wspomnienie o mnie Wodą przykryty dźwięk moich słów  Zbyt zniekształcona postać jest moja  Zbyt ogłupiona, zbyt wymyślona Ręka pisze kolejne wersy kolejne słowa do powiedzenia Wiatr ją rzuca po stronach życia Po moich myślach  Po moich czynach Przyszłość niepewna  Przeszłość zamglona  W teraźniejszości obca wciąż ona Gubię się tracąc znajome ścieżki  Gubię się w chmurach idąc w dolinach  Szukaj mnie!  Szukaj gdzie wielkie pragnienia! Szukaj wśród niespełnionych ambicji! Szukaj gdzie cmentarz poległych marzeń! Tam siedzę cicho czekając życia

Panie poeto

Marzeniem moim jest nutą być Twoją pierwszą w refrenie  Do której tęsknisz i której czekasz Która tak znana Ci i tak pewna Gdy Ty mi poezją  dziełem natchnionym  Ja chcę być kwiatem  akantu liściem Pięknem ukrytym, którego szukasz  O którym myślisz, gdy sięgasz pióra  Ty żyjesz w sztuce Ja nią oddycham  Ona Ci wiatrem myśli niosącym mi jest powietrzem w płucach płynącym  Gdy Cię prowadzi w świata krainy We mnie się plącze szukając wyjścia A gdy je znajdzie biegnie ku Tobie chcąc Ci dać oddech chcąc Ci dać skrzydła 

Ostatnia droga

Świat mnie pochowa ludzie opłaczą  Ziemia wchłonie każdą z mych kości a ja żałować będę każdego słowa  i dnia każdego, i myśli śmiałych które na grób mój ludzi prowadzić miały  Wina jest wina Wina niczyja  I tak moja, jak i nie moja Wina jest świata, co dłonie moje  losu zrządzeniem z czynami niepewnymi splata Tęsknoto cicha w żyłach płynąca  Uśmiechu twego nadto pragnąca  Omamiasz  Umysł Tobie poddany marzy  i lgnie do twego oblicza Co tak dalekie i tak zmienione  Nigdy nie moje choć tak wyśnione 

Teatr

Głośny świst, zmieszany szum Śmiechów gwar milionów słów Patrzę z góry na ten tłum Ludzi cienie w świetle skryte  Krzyk zdumienia  Dałam radę  Szok, dygnięcie Krok do tyłu Trzask Kurtyna Cisza Spokój Znowu sama  W końcu sama

...

Ponad świata sprawami ludzkimi ciałami Dusza wywyższona w chwale objawiona  Widzieć ją to wszystko widzieć I nic więcej mi nie trzeba  Losie co inną stronę pokazałeś Języku co w gre z ciałem zagrać chciałeś Ja was przeklinam po wszystkie lata Dłonie co piękno tworzyć miały i was przeklinam boście się z językiem i losem dogadały Umyśle skażony bądź potępiony po wszystkie dni do świata skończenia Za brak kontroli Uczuć zrozumienia  Jak i ty światem i ludźmi gardzić zacząłeś Serce co biernie na to patrzyło ożyj i pokaż swoje oblicze ratuj miłość ratuj życie

Przepraszam

Rozwiązany język Uwolnione myśli pod grubym kocem skryte w cichych zamknięte klatkach Wybiegły Echo ich kroków wisi w powietrzu Dudni melodie tak znaną, niepewną Ryzyko co nie miało zostać podjęte Strach przed utratą najważniejszego Lęki skryte stają się jawą Zniszczony skarbie, jedyny najdroższy Skazą niezbywalną pokryty  Słońce za widnokrąg spadające nagłym hałasem spłoszone Wobec słów potęgi czym jest to jedno? Westchnieniem cichym wśród krzyku demonów Tak często mówione w powiew wiatru zmienione  slabego, do zagłuszenia bólu niezdolnego